Codzienne życie

Wszystko zaczęło się 14 lat temu. Banalny powód, zęby. Ból był tak straszny, że trzeba było wyrwać wszystkie zęby. Po zabiegu całą rodziną wybrali się na działkę. Pan Jan zaczął się tam źle czuć. Z rąk spadały mu samoistnie rękawiczki. Po powrocie do domu, syn zadzwonił po pogotowie. Pan Jan był bardzo sceptycznie do tego nastawiony. Nie chciał korzystać z pomocy lekarzy, twierdząc, że wszystko sam wykona. Nie chciał nawet skorzystać z pomocy żony. Postanowił się wykąpać. Po kąpieli położył się do łóżka. Niewiadomo jak do tego doszło, że z niego spadł. Został wtedy skierowany na salę dla ciężko chorych. Żona nic o tym nie wiedziała. Kiedy przyszła do szpitala i zobaczyła, że jego łóżko jest puste, przestraszyła się. Lekarze uspokoili ją, mówiąc, że został przeniesiony na inna salę.

Po zaistniałym incydencie Pan Jan miał sparaliżowaną całą lewą stronę. Tomografia głowy wykazała, że Pan Jan ma czołowy zator mózgu, 6 na  9. Długo uczęszczał na rehabilitację i dzięki niej lewa noga doszła do siebie, ręka natomiast jest w kiepskim stanie do dzisiaj. Rehabilitacja odbywała się w Kiekrzu.

Pan Jan miał różnego rodzaju badania. Wykryto m.in. prostatę i … chorobę Alzheimera. Lekarz kierujący twierdził, że Pani Janina nie poradzi sobie w codziennych czynnościach z Panem Janem, a na dodatek choroba będzie się pogłębiała. Pani Janina nie wiedziała co to jest za choroba, jak opiekować się chorym. Lekarka przepisała tabletki, które miały powstrzymać przed nadmiernym rozwojem choroby. Ale i tak dodała, że najlepszym rozwiązaniem jest dom opieki.

Nie mogła tego zrobić. Było jej go żal. Cały czas pamiętała męża przed chorobą, dobrego, uczynnego, kochającego. Poza tym nasłuchała się w radiu i naoglądała w telewizji o złym traktowaniu starszych ludzi w domach opieki.

Został w domu. Pani Janinie ciężko było się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Wszystkie obowiązki spadły na jedną osobę. Kiedy wrócił ze szpitala, trzeba było przystosować mieszkanie do jego potrzeb. Trzeba było przemeblować pokój, zrobić barierkę, żeby nie spadł ze schodów.

Spytałem się,  co na to jej dzieci, bo przecież ma ich aż troje. Odpowiedziała, że na chorobę ojca zareagowali negatywnie. Chcieli dla dobra matki, aby oddała go do zakładu. Pani Janina nie chciała tego słyszeć.

Dzień u Państwa Jana i Janiny zaczyna się o godzinie 7. Pan Jan ubiera się sam, jak potrafi. Gdy jest coś nie tak Pani Janina mu pomaga. Śniadanie ma przygotowywane dnia poprzedniego, wieczorem. Pan Jan zaparza sobie tylko herbatę. „ Łóżko robię tak jak umiem”- wtrąca Pan Jan. Pani Janina: „Łóżko jest robione byle jak, byle było zrobione”.

Mycie nie należy do ulubionych czynności Pana Jan. Trochę się pochlapie, a łazienka wygląda jak po powodzi. Pan Jan kąpany jest raz w tygodniu. Pani Janina wie, że to nie wystarcza, ale nie ma siły na więcej razy. Po śniadaniu Pan Jan zażywa tabletki, siada w fotelu i czeka na obiad. Dzień kończy się, kiedy Pan Jan skończy jeść kolację. Jednak po skończonym posiłku dalej poszukuje jedzenia, aby zaspokoić głód. Wszystko wydaje się takie piękne i proste. Jednak nie do końca tak jest. Wraz z pogłębieniem choroby, Pan Jan zaczął oddawać mocz i kał w majtki. Było to dla Pani Janiny dziwne, że musi swojego męża myć i wszystko koło niego robić. Pampersy kiedyś nosił przez 24 godziny na dobę. Obecnie nosi tylko w nocy. Bywało tak, że rzucał pieluchami z całą zawartością po mieszkaniu, twierdząc że nie jest małym dzieckiem.

Pan Jan jest osobą upartą. Nie zrobi tego co mu się karze, tylko to co on chce. Kiedy mu się mówi, żeby poszedł do toalety, przyniósł albo coś zrobił, twierdzi, że on już to wszystko zrobił. Tak nie jest. Pani Janinie opadają ręce. Kiedyś palił papierosy. Był to duży kłopot, gdyż obawiano się, że może coś podpalić. Pan Jan nie pali już około 3 lat, ale gdyby miał dostęp do papierosów od razu by zapalił.

Po zachorowaniu na Alzheimera, Pan Jan stał się osobą bardzo bezpośrednią  Sąsiedzi przestali z nim rozmawiać. Według Pani Janiny bali się, że powie co o nich myśli. Z sąsiadami, którzy mieszkali piętro niżej układało się w miarę dobrze, dopóki nie zachorował. Zaczęli go wtedy wyzywać od najgorszych, pokazywać do niego dziwne miny.

Jedzenia Pani Janina stara się nie zostawiać w domu. Wynosi wszystko do syna albo chowa do lodówki. Przez pazerne jedzenie Pan Jan przytył ponad 20 kg. Lekarze i znajomi radzili, żeby zamykała wszystko na kłódkę, jednak ona tego nie robiła. Kiedy tylko wychodziła na chwilkę z domu, od razu wyjadał co było możliwe i tak jest do dnia dzisiejszego.

Z upływem lat, Pan Jan  stawał się coraz bardziej agresywny. Zeszłoroczne wakacje były najgorsze. Kiedy Pani Janina przyszła do domu, wyczuła, że coś jest nie tak. Jej zdaniem ktoś Pana Jan podpuścił, że ma się nie dać żonie i się postawić. Zaczął ją bić rękoma. Przed oczami miała tylko ręce. Bardzo krzyczała. Zainteresowali się sąsiedzi z dołu. Powstrzymali go. Przyjechała policja i pogotowie.. Zabrano go do szpitala psychiatrycznego w Gnieźnie. Pani Janina poczuła wielką ulgę. Przebywał tam tylko 10 dni, gdyż lekarze stwierdzili, że nie jest psychicznie chory.

3 miesiące temu Pani Janina zachorowała i trafiła do szpitala. Miała udar. Chciała zostać w szpitalu jak najdłużej, nie interesowała się losem męża, nie chciała o nim nic słyszeć. Dużo tam spała. Kiedy wróciła do domu była bardzo osłabiona, miała za mało żelaza we krwi. Nie mogła się pogodzić z tym, że jest taka bezradna, że nic nie może zrobić. Obecnie już dochodzi do siebie, czuje się już coraz lepiej, ale do dobrego stanu zdrowia jeszcze daleko. Lekarze jej mówili, że jak nie będzie się denerwowała to dojdzie do siebie. „Ale jak tu się nie denerwować. Tylko otworzę oczy i już cała w nerwach jestem.”- twierdzi Pani Janina. Za całą sytuację która zaszła obarcza męża, mówi, że to przez niego trafiła do szpitala.

Bardzo wiele w codziennych sytuacjach pomaga im syn. Mieszka razem z nimi w kamiennicy. Cały wolny czas poświęca rodzinie.

Spytałem Pani Janiny czy po 14 latach życia z chorym człowiekiem oddałaby Pana Jana do domu opieki. Zadumała się. Po chwili odpowiedziała, że z jednej strony tak, ale z drugiej jest przekonana, że będzie mu się tam działa krzywda.

Czasami życzy mu najgorszego, bo nie daje sobie już rady, nie wytrzymuje nerwowo. Cały smutek dusi w sobie, nie chce obarczać swoimi problemami syna, bo ten i tak dużo robi dla nich. Ale przyjmuje to życie z pokorą.

„Widocznie Bóg tak chciał. Na nikogo nie można liczyć, bo nikt Ci nie pomoże"- dodaje zasmucona.

KAMIL FALTYŃSKI


Współpraca:
Poznan Miasto know-how
Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego
Wojewoda Wielkopolski
Fundacja Roberta Kyts
Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy przekazali nam 1% podatku. Każdemu chcielibyśmy podziękować osobiście. Niestety Urzędy Skarbowe nie przekazują nam informacji osobowych, dlatego pozostaje nam zamieścić podziękowania w takiej właśnie formie.
Jeszcze raz serdecznie dziękujemy za zrozumienie naszych działań i wsparcie.


Przekaż nam swój 1 procent podatku
Przekaż nam 1 procent KRS: 0000197812Organizacja Pożytku Publicznego -
KRS: 0000197812

Wielkopolskie Stowarzyszenie
Alzheimerowskie

ul. Józefa Garczyńskiego 13
61-527 Poznań
(dawniej Zagórze)

tel. 503 186 403
od 8.00 do 16.00 w dni robocze

GPS Life
Copyright © 2016-2017 Wielkopolskie Stowarzyszenie Alzheimerowskie
Mapa strony